niedziela, 11 października 2015

Pierwsza kartak z pamientnika Viv

Zarzucając plecak na plecy zabrałam z komody kluczę i telefon. O mało co mi nie wypadł, a, że był to nowy Iphone 5c mama chyba by mnie zabiła. Na pewno wspominałam, iż jestem strasznie rozpieszczana, ale to też nie oznacza, że jestem jakaś gorsza, ponieważ nie do końca lubię dostawać nowe rzeczy. Dlaczego? To was pewnie interesuje najbardziej. Otóż moi rodzice chcą tym zapełnić dziurę, którą jest ich nie obecność w moim życiu. Wierzcie lub nie ale u mnie w domu to mniej więcej wygląda tak:
- Mamo, mamo dzisiaj w szkole......
- Jeny dziecko nie widzisz, że pracuje jak skończę muszę jechać do sklepu. Wezmę Cię ze sobą i coś sobie wybierzesz okej?
Ani trochę to nie jest przyjemne...Zapisuje o tym w moim zeszycie. Eh uwielbiam pisać.... No, ale znowu odbiegłam od tematu.

Zerknęłam na telefon i zobaczyłam wiadomość od Artura.
"Jeny Viv gdzie ty jesteś za 10 min zaczynamy a Cb jeszcze nie ma w sql..."
I znowu ta sama bajka... Szofer już czekał u mnie pod domem. Kazałam mu jak najszybciej zawieść mnie do szkoły. Nie wiem jak, ale zdążyłam. Tak, Artur był już mocno zdenerwowany, bo to cholerny perfekcjonista i dla niego 10 minut spóźnienia to koniec świata.
- Dobrze, że już jesteś śliczna- powiedział lecz nie odpowiedziałam, bo kiedy miałam już powiedzieć 'przepraszam' drzwi gabinetu się otworzyły.
- Ooo widzę, że już jesteście. Zapraszam.




To o czym tam rozmawialiśmy chciałabym, aby zostało w tajemnicy. No, ale są plusy. Ominęła mnie lekcja geografii. Najgorszy przedmiot w szkole. Miałam skrytą nadzieję, że to wszystko skończy się inaczej... Wyszło jak zwykle na mnie i że to wszystko moja wina. Fajnie tylko gdzie moja wina w tym że rodzice się mną nie interesują? Naprawdę szkoda gadać. Dobrze, że chociaż Artur mnie rozumie, albo tylko udaje? Ostatnio dziwnie się zachowuje. Tak jakbym była tylko jego, a o swoim życiu to zupełnie mogę zapomnieć. Zaczynało mnie to już troszkę irytować. Kiedy zaczynałam temat to zwykle było coś w stylu "Po co męczysz temat wszystko jest OK." Naprawdę nikomu nie polecam takiego traktowania. 

Idąc holem zauważyłam nową buźkę. Szła z panią Rogalską. Ta pani uczy tu włoskiego, nie dość że jest bardzo miła, to też można z nią pogadać. Kiedyś rozmawiałam z nią przez półtorej godziny po włosku o tym jaki mi w Polsce i takie tam.
 - O Vivien zaczekaj! To jest Bella i będziesz się uczyć u nas w szkole. Pochodzi z Włoszech i nie do końca potrafi się po polsku dogadać, z Jej angielskiem jest dobrze, ale jeszcze nie jest przyzwyczajona. Możesz ją trochę przyzwyczaić? Pomożesz jej?- 'No świetnie mam teraz młodszą siostrę na głowie' pomyślałam, ale kiedy spojrzałam jej w oczy doszło do mnie że serio jest zagubiona.
- Dobrze Pani profesor.
- Ciao, Mi chiamo Viv- rozmowa z tą małą jakoś dalej sama się potoczyła.

Została przyjęta tutaj tylko ze względu na wzorową znajomość dwóch języków. Jej rodzice są świeżo po rozwodzie i mieszka teraz w Polsce z ciotką. Mama ponoć miała ciężki wypadek a tata nie chce jej znać. Nie mogę nic więcej w tym temacie powiedzieć, bo po prostu nie pytałam. Reszta dnia w szkole minęła bardzo szybko.


Wieczorem postanowiłam napisać do Charlotte. Była to moja najlepsza kumpela w szwedzkiej szkole. Jednak na marne. Widocznie znalazła sobie inne przyjaciółki. Artur też milczał. Po przejrzeniu całego Facebook'a w poszukiwaniu kogoś z kim można byłoby popisać, zamknęłam laptopa odłożyłam na miejsce i poszłam do wanny. Po wyjściu nie siedziałam długo z racji, że byłam strasznie zmęczona. Następnego dnia nie szłam do szkoły. Leciałam z mamą do Warszawy, bo miała ważne spotkanie biznesowe 'a samej w domu mnie przecież nie zostawi'. Ciekawe, bo jakoś wcześniej o tym nie myślała. 

24 czerwic godzina 03:27
   
- Viv, na litość boską wstawaj!- Tak, tak właśnie wygląda wstawania z moimi rodzicami. Co miałam się sprzeciwiać? Zrobiłam to co miałam pościeliłam łóżko, zabrałam telefon i wyszłyśmy z domu.

Podróż szybko upłynęła tak że o 5 byłyśmy już w stolicy. Poszłyśmy do hotelu.
- Masz na dziesiątą zamówione i opłacone śniadanie, masz ty kasę na obiad, kolację i jakieś tam zakupy. Dwie ulice dalej jest galeria. Kup sobie coś ładnego. Ja będę koło 23:40. Bądź grzeczna. Pamiętaj kocham Cię.

Taaa moja mama. Jeden wielki paradoks. No super mam jeszcze jakieś 4 godziny do śniadanie. Wrzuciłam fote z widokiem z okna na instagrama. Kiedy położyłam się na mega wygodnym łóżku, nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam. 


________________________________________


A więc to koniec na dzisiaj jest ciut dłużej niż ostatnio:) 
Mam nadzieję, że się spodobało i do następnego.

wtorek, 16 czerwca 2015

Powitanie :)

Obudziłam się cała roztrzęsiona. Dobrze wiedziałam co mnie czeka. Zamiast jak co tydzień udać się na ósmą do szkoły czekała mnie wizyta u szkolnego psychologa. Fakt faktem nie pierwszy raz szłam do jakiegokolwiek psychologa....Nie tam samej wizyty się nie bałam bo już do nich przywykłam... Tym razem bałam się tematu tej rozmowy. Zwykle w gabinecie siedzi się twarzą w twarz z lekarzem, a tym razem miał iść ze mną jeszcze Artur. Wczoraj po lekcjach poszłam do mojej nauczycielki od matematyki Pani Basi aby z nią trochę o tym pogadać. Ona jak zwykle poprawiła mi humor i dodała otuchy. Sam Jej uśmiech sprawiał, że od razu człowiekowi wracały chęci do życia....

A może zacznę od początku... Nazywam się Vivienns, ale i tak wszyscy do mnie Viv albo Vivi wołają. Jest czerwiec i właśnie kończę drugą klasę gimnazjum. Mieszkam w Polsce od roku, wcześniej mieszkałam trzy lata w Szwecji, a jeszcze wcześniej pięć we Włoszech. Jak byłam mała wychowywałam się w Anglii. Podsumowując umiem dogadać się po angielsku, szwedzku, włosku i po polsku. Teraz dla siebie uczę się francuskiego. Rodzice mówią że może mi się to może przydać, bo gdzieś za trzy, cztery lata mamy się tam przeprowadzić. Właśnie z powodu częstych przeprowadzek i zapracowania rodziców chodziłam do psychologa. Jestem jedynaczką, a moi rodzice wiecznie pracuj...Uwierzcie mi samej w takim okropnie dużym domu jest po prostu NUDNO. Poprzez częste wyjazdy nie potrawie znaleźć sobie prawdziwych przyjaciół, w sumie to ja mam podwójną trudność...Moje częste przenoszenie i bardzo bogaci rodzice nie sprzyjają w znajdowaniu prawdziwych znajomości...A już nie mówię o związkach. Chodź zdarzają się wyjątki jak tu w Polsce, ale o tym może opowiem innym razem. Wracają do moich rodziców mama jest dziennikarką i może pracować w jakim kraju chce, a tata jest szefem dużej firmy reklamowej. Nigdy bardziej nie zajmowałam się ich pracą toteż nie mogę o tym za dużo powiedzieć. Moja ciocia mieszka w Grecji a reszta rodziny w Anglii. najlepsze kontakty i tak chyba utrzymuje z moją panią psycholog. W 'polskiej' szkole jest świetna atmosfera. Bardzo mi się tu podoba i chce tu zostać jak najdłużej. Nawet jak wyjadę jak dorosnę to tu wrócę. Po prostu zakochałam się w Warszawie, w polskich górach i w Gdańsku. Do równoległej klasy chodzi chyba moja największa miłość - Artur. Jeny dla tego chłopaka kompletnie głowę straciłam... Za każdym razem tonę w jego zielonych oczach i gubię się w jego słowach. Spotykamy się już jakiś trzeci miesiąc. O tym chyba jednak rozpiszę się innym razem. Jego wychowawcą oczywiście jest p.Basia. Dużo się ostatnio dzieje. Jeszcze ta dzisiejsza wizyta... Eh no to ja muszę się ubrać.

_______________________________________

No hej:) Jeżeli dotarłeś do tego momentu to gratuluje *.*
Jak Wam się podoba moje opowiadanie? Mam nadzieje, że nie jest tak tragicznie jak mi się wydaje. Wiem, wiem krótko, ale jak na pierwszy raz starczy. Nie chce całej weny wykorzystać. Jak już przeczytałeś to podziel się opinią tu w komentarzu albo u mnie na asku ;3 http://ask.fm/Taknazawsze
Jak się podoba możecie polecić znajomym a moje serce będzie się radować :)